8/04/2019

8/04/2019

Nie jest łatwo być markizą de Merteuil. Kilka refleksji po obejrzeniu "Madame J"

"Madame J", francuski film kostiumowy z 2018 roku z Cécile de France w roli głównej (dostępny na platformie Netflix), nie jest bez wątpienia dziełem wybitnym. Prawdopodobnie dla wielu osób nie będzie nawet filmem specjalnie udanym (i w zasadzie nie ma co się temu dziwić: nie wiem, co jest między głównym bohaterami, ale na pewno nie jest to chemia). Dla osób zainteresowanych kulturą francuską w XVIII wieku z pewnością okaże się on jednak na swój sposób intrygujący i godny uwagi, przede wszystkim dlatego, że punktem wyjścia do ukazanej historii była opowieść zawarta na kartach "Kubusia fatalisty i jego pana", powiastki filozoficznej Denisa Diderota powstałej w latach 1765-1780 i opublikowanej 1796 roku. To właśnie w niej gospodyni oberży, w której zatrzymali się główni bohaterowie, raczy swoich gości nie tylko świetnym winem, ale także opowieścią o strasznej zemście madame de la Pommeraye nad kochankiem, który ośmielił się ją porzucić. 


Źródło
[wpis zawiera informacje o fabule i zakończeniu]

Chociaż sama opowieść gospodyni jest w powiastce Diderota dość krótka i wielokrotnie przerywana, autorzy filmu postanowili trzymać się jej w sposób niezwykle wręcz wierny, do tego stopnia, że zawarte w niej dialogi zostały właściwie przekopiowane do scenariusza. Także i wymowa "Madame J" w pełni zgadza się z wymową opowieści zawartej w "Kubusiu fataliście", a właściwie - ze sposobem, w jaki historię tę oceniła opowiadająca ją gospodyni. Większość historii, szczególnie tych miłosnych, ma jednak to do siebie, że można je opowiedzieć na co najmniej dwa sposoby. I bez większych wątpliwości można założyć, że gdyby historia madame de la Pommeraye i markiza (w książce margrabiego) des Arcis opisana została przez hrabiego de Mirabeau albo Choderlosa de Laclosa, jej wymowa, pomimo tożsamości wydarzeń, byłaby jednak zupełnie inna. 

Na samym początku warto zwrócić uwagę na to, że kultura wyższych sfer w XVIII-wiecznej Francji była dużo bardziej skomplikowana, niż mogłoby się to z pozoru wydawać. Dużo bardziej skomplikowane było też samo zjawisko libertynizmu. W opisach fabuły "Madame J" można zauważyć powtarzające się stwierdzenia, że markiz des Arcis był "rozpustnym", "cynicznym" i "bezwstydnym" libertynem. Pomijając fakt, że którejkolwiek z tych cech bardzo trudno doszukać się u filmowego des Arcisa (jak dla mnie była to w ogóle najmniej przekonują postać w całym filmie), warto zwrócić uwagę na to, że w XVIII wieku "libertynizm" nie zawsze musiał łączyć się z "cynizmem". Cyniczny nie był także des Arcis u Diderota. Jak stwierdziła opowiadająca historię gospodyni,"jeżeli mu wybaczyć niepohamowane kobieciarstwo, był to poza tym co się zowie godny człowiek" (1). Współcześnie jednak bardzo często patrzy się na zjawisko libertynizmu wyłącznie przez pryzmat "Niebezpiecznych związków" i tym samym w działaniach wszystkich libertynów upatruje się słynnych trzech kroków: znalezienia ofiary-uwiedzenia-porzucenia. W ten sposób libertyn, chcąc nie chcąc, musi stać się postacią cyniczną i okrutną. 


Jean François de Troy "Przed balem", 1735, Getty Center, Los Angeles

W rzeczywistości jednak XVIII-wieczny libertynizm bardzo często przedstawiał się nieco inaczej. Kiedy wczytamy się w pamiętniki zarówno najsłynniejszego oświeceniowego uwodziciela, Giacomo Casanovy, jak i słynnego z miłosnych podbojów księcia de Lauzun, zauważymy, że mało mieli oni w sobie z wicehrabiego de Valmont: nie byli ani cyniczni, ani okrutni, a swoich przyszłych partnerek nie wybierali na chłodno, lecz kierując się "porywem serca". Kolejną rzeczną, która zwraca uwagę w pianych przez nich pamiętnikach, jest równość między obojgiem kochanków: zarówno Casanova, jak i Lauzun, nie wybierali "ofiar", lecz "partnerki". Co więcej, obaj zdolni byli doświadczyć silnej i długotrwałej miłości, obaj też zostali przez swoje ukochane porzuceni: Casanova został porzucony przez Henriettę, Lauzun - najpierw przez lady Sarę Bunbury, następnie przez Izabelę Czartoryską. W powieści Diderota margrabia des Arcis jest bez wątpienia tym właśnie typem libertyna: czerpiącym z życia pełnymi garściami światowcem, który swoją wybrankę kocha co prawda szczerze, ale nie dłużej niż trzy tygodnie. 

O ile jednak magrabia des Arcis jest postacią z XVIII-wiecznego punktu widzenia stosunkowo schematyczną, o tyle charakter i sposób postępowania madame de la Pommeraye są już nieco bardziej skomplikowane. W "Kubusiu fataliście" gospodyni opisała ją jako kobietę jednocześnie bardzo dumną, cnotliwą i mściwą, która z miłości do margrabiego des Arcisa zaczęła zmieniać swój styl życia i dostosowywać go do potrzeb towarzyskich swojego kochanka (a potrzeby te, jak łatwo można się domyślić, nieustannie rosły). Madame de la Pommeraye nie była przy tym młodą panienką, która została wykorzystana w sposób podstępny: gospodyni opisuje ją jako wdowę, a więc kobietę doświadczoną, w której własny mąż pozostawił trwały uraz do małżeństwa. Tym bardziej dziwi więc naiwność madame de la Pommeraye w stosunku do margrabiego des Arcisa, zdradzająca brak znajomości nie tyle ludzkiego charakteru, co przede wszystkim zasad ówczesnego życia światowego. 


Jean François de Troy "Lektura Moliere'a", ok. 1728.

Chociaż z pozoru mogłoby się bowiem wydawać, że nic łatwiejszego i przyjemniejszego niż libertynizm, w rzeczywistości zarówno libertynizm, jak i samo życie światowe w XVIII-wiecznej Francji, posiadało  swoje wewnętrzne reguły, które charakteryzowały się, jak cała ówczesna kultura, wysokim poziomem zniuansowania. Pewien utopijny model związku zakładał, że dwoje wiedzionych kaprysem ludzi łączy się na pewien czas i, będąc wiedzionymi nowym kaprysem, bez żalu rozstaje. Rzecz jasna, była to jedynie "utopia", do której rzeczywistości nierzadko było bardzo daleko. Model ten był jednak wśród XVIII-wiecznych arystokratów powszechnie znany i z tego właśnie powodu madame de la Pommeraye nie miała najmniejszych podstaw, żeby wierzyć w "wieczność" uczuć margrabiego des Arcis. "Wieczna miłość" miała bowiem wówczas nieco skrócony czas trwania, zazwyczaj mieszczący się w granicach od dwóch nocy do dwóch lat. Gospodyni stwierdziła co prawda, że madame de la Pommeraye najpierw "wymogła na margrabim pewne przysięgi", ale znów - jedną z głównych zasad XVIII-wiecznego życia światowego był bezwzględny zakaz wiary we wszelkiego rodzaju obietnice - najczęściej pełniły one bowiem funkcję dzisiejszych rozmów o pogodzie. Ten niezrozumiały ze światowego punktu widzenia sposób myślenia i postępowania można jednak wytłumaczyć albo tym, że madame de la Pommeraye mieszkała na prowincji i nie brała czynnego udziału w życiu ówczesnej société, albo też tym, że przedawkowała lekturę Jeana-Jacquesa Rousseau - prawdopodobnie zaś złożyły się na niego oba te czynniki. 

Co więcej, jakkolwiek niesprawiedliwie i być może "szowinistycznie" to zabrzmi, z XVIII-wiecznego punktu widzenia to postępowanie madame de la Pommeraye było niestosowne, ponieważ to właśnie ono łamało zasady ówczesnego świata. Margrabia des Arcis postąpił dokładnie w taki sposób, w jaki powinien był według zasad swojej społeczności postąpić. Nie tylko czekał ze swoim wyznaniem na wyznanie madame de la Pommeraye (nie był więc inicjatorem rozstania), ale też wyraził chęć pozostania z nią w przyjacielskich stosunkach. Z XVIII-wiecznego punktu widzenia postąpił więc w sposób cywilizowany i pełen galanterii. W istocie, warto zwrócić uwagę także na to, za co właściwie madame de la Pommeraye chciała się zemścić: nie za to, że des Arcis porzucił ją w sposób okrutny, nawet nie za to, że w ogóle ją porzucił: mściła się za to, że przestał ją kochać. A, jak to już zostało wcześniej zaznaczone, zgodnie z modelem XVIII-wiecznej société inaczej być po prostu nie mogło. Z tego też względu w opowiedzianej przez gospodynię historii to madame de la Pommeraye, a nie jej kochanek, pojawia się jako "czarny charaker". 


Jean François de Troy "Deklaracja miłości", 1731, Charlottenburg Palace

Sama zemsta madame de la Pommeraye jest świetnym przykładem "libertynizmu cynicznego". Nie tak łatwo jednak z miejsca stać się markizą de Merteuil i tym samym główny problem starannie dopracowanej intrygi polegał na tym, że madame de la Pommeraye wciąż daleko było do cynicznej libertynki. Tym samym zarówno u Diderota, jak i w filmie "Madame J", zemsta madame de la Pommeraye ukazana została jako nieudana - madame de la Pommeraye wciąż kochała markiza, a markiz pokochał swoją młodą, rzuconą mu w ramiona przez madame de la Pommeraye żonę. Z punktu widzenia XVIII-wiecznego życia światowego wymowa tej historii byłaby jednak zupełnie inna. Pamiętajmy bowiem, że margrabia des Arcis był nie tylko arystokratą, ale i światowcem, a jego życie toczyło się bez wątpienia w przestrzeni najmodniejszych salonów towarzyskich. Nie ma jednak wątpliwości, że za sprawą działań madame de la Pommeraye został on jednak ze światowych kręgów po prostu wyrzucony. Przede wszystkim ośmieszyła go sama madame de la Pommeraye - historia jego małżeństwa z panną, którą brał za wzór cnót wszelakich, a która okazała się byłą prostytutką, z pewnością krążyła po wszystkich paryskich salonach przez co najmniej kilka tygodni. Ośmieszył się jednak także i on sam, kiedy publicznie przyznał, że tę swoją młodą żonę pokochał, podczas gdy w XVIII-wiecznej société miłość do żony nie była czymś naturalnym i uchodziła za nie zawsze chlubny ewenement. W powiastce Diderota margrabia des Arcis wyjechał wraz z żoną na prowincję i wrócił do Paryża dopiero po trzech latach. Czy jednak rzeczywiście był w stanie odzyskać swoją dawną pozycję towarzyską? I czy w paryskiej société jego żonę czekało coś więcej niż tylko pogardliwe lub kpiące uśmiechy? 

W "Kubusiu fataliście" nacisk położony został na przegraną madame de la Pommeraye jako kobiety - bez wątpienia wpływ na to miał zarówno fakt, że historia ta włożona została w usta wywodzącej się z ludu gospodyni, jak i to, że sama książka jest powiastką filozoficzną pisaną przez wywodzącego się z warstwy mieszczańskiej Diderota. Gdyby historia ta pojawiła się w libertyńskiej powieści któregoś z pisarzy-arystokratów, np. hrabiego de Mirabeau, nacisk położony by został w niej prawdopodobnie na ów triumf madame de la Pommeraye w przestrzeni paryskiej société. Po ślubie z domniemaną panną de Joncquières, margrabiemu des Arcis nie pozostawało już bowiem raczej nic innego, jak tylko wycofać się z modnego towarzystwa, poza którym niegdyś nie wyobrażał sobie życia. Nie należeć do paryskiego "świata" oznaczało natomiast wówczas tyle samo, co po prostu nie istnieć. 

Myślę, że przykład "Madame J" doskonale pokazuje, jak ważna w zrozumieniu historii pochodzących z poprzednich stuleci (nie tylko XVIII-wiecznych) jest znajomość kontekstu społeczno-kulturowego epoki, w której powstała. Jednocześnie zaś opisana na kartach "Kubusia fatalisty" historia madame de la Pommeraye doskonale odzwierciedla wysoki poziom niuansów, które rządziły XVIII-wieczną francuską société. I jeśli ktoś zamierza obejrzeć film, polecam najpierw sięgnąć do Diderota, a "Madame J" potraktować wyłącznie jako ładną ilustrację do opowiedzianej w "Kubusiu fataliście" historii. Albo też odpuścić sobie film i sięgnąć po jeszcze jedną książkę Diderota. 


P.S. 
Gdyby ktoś zastanawiał się, co myślę na temat kostiumów w "Madame J": uważam, że były stosunkowo poprawne (chociaż poprawność ta widoczna była bardziej w ogólnych formach niż w detalach), ale wydały mi się tak mdłe i nudne, że pisanie o nich w sposób szczegółowy wydało mi się pozbawione sensu. 

....
(1) D. Diderot, "Kubuś fatalista i jego pan", tłum. Tadeusz Żeleński (Boy), Warszawa 1985, s. 83. 
Copyright © Modna historia , Blogger