9/01/2019

9/01/2019

Analiza kostiumologiczna: Jean-François de Troy "Deklaracja miłości" (1724)

Na dziś przygotowałam dla Was krótki artykuł z serii "analiza kostiumologiczna" - serię tę rozpoczęłam jeszcze przed przerwą w prowadzeniu bloga, ale myślę, że jest jedną z tych rzeczy, które warto kontynuować: niejednokrotnie na XVIII-wiecznych obrazach można bowiem zauważyć stroje, które znacząco odbiegają od przyjętego dziś "kanonu" i które bardzo trudno zdefiniować w sposób jednoznaczny. Jednocześnie zarówno sam ubiór, jak i to, w jaki sposób i w jakich okolicznościach jest na danych obrazie noszony, stanowi fascynujące odbicie kultury okresu, w którym został namalowany. Tak też dzieje się w przypadku płótna "Deklaracja miłości" Jeana-François de Troya z 1724 roku. Z pozoru mogłoby się wydawać, że nic bardziej sztampowego nie mogło wyjść spod pędzla malarza: oto modnie ubrany mężczyzna wyznaje miłość modnie ubranej kobiecie. Ale miłość niejedno ma oblicze, zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia z miłością przedstawicieli francuskich wyższych sfer, których młodość przypadła na okres regencji Filipa Orleańskiego, kiedy to obyczaje stałe się tak frywolne, jak nigdy wcześniej. 


Jean François de Troy Deklaracja miłości, 1724, Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork

Okres regencji Filipa Orleańskiego (1715-1723) jeszcze długo w kolejnym dekadach XVIII wieku uchodził za symbol rozpasanego libertynizmu. Stało się tak przede wszystkim na zasadzie "reakcji": ostatnie lata panowania Króla Słońce przepełnione było bowiem surowością obyczajów i bigoterią, które praktykował nie tylko znajdujący się w podeszłym wieku król, ale które wymagane były także od dworzan. Kiedy 1 września 1715 roku nastąpiła śmierć króla, dworzanie natychmiast przenieśli się z Wersalu do Paryża, by tam już bez żadnego nadzoru oddać się rozkoszom ziemskich przyjemności. Ton temu orgiastycznemu towarzystwu nadawał zaś sam regent, rządzący w imieniu małoletniego Ludwika XV i słynny z niczym nieskrępowanego libertynizmu Filip Orleański.  Okres ten jest niezwykle ważny dla całej XVIII-wiecznej obyczajowości: to wtedy narodziło się rokoko, to wtedy też, w dużej mierze, ustalił się kanon miłości światowej. Chociaż więc "Deklaracja miłości" Jeana-François de Troya powstała kilka miesięcy po śmierci Filipa Orleańskiego, jej klimat ciągle wydaje się zanurzony we frywolnym świecie czasu jego regencji. 


Malarz nieznany, Philippe II d'Orléans i Louis XV, ok. 1715-1720, Wersal

Jean-François de Troy był portrecistą francuskiego beau modne'u. Chociaż nieobca była mu tematyka religijna, był on przede wszystkim piewcą współczesności, twórcą tzw. tableaux de modes, czyli obrazów ukazujących ówczesny modny świat: modnie ubranych światowców ukazanych na tle modnych pomieszczeń, modnie gestykulujących i oddających się modnym rozrywkom. Jednocześnie jednak obrazy te przepełnione są pewną subtelnością, która zniknie w późniejszych dekadach: libertynizm ukazywanych na jego płótnach postaci chciałoby się nazwać "libertynizmem wyrafinowanym", jak gdyby znajdującym się pod cienką warstwą pudru. 


Jean François de Troy, Posiłek na polowaniu, 1737, Louvre, Paryż

Ukazane na obrazie "Deklaracja" młoda kobieta zdaje się idealnie wpisywać we wczesnoosiemnastowieczny ideał piękna i kobiecości. Jej twarz i przedramiona zdają się stanowić obietnicę idealnie krągłego ciała, gładka skóra posiada piękny, mleczny odcień przywodzący na myśl porcelanę. Jednocześnie każdy element jej pozy i stroju pełen jest niewymuszonej kokieterii. Ubrana jest w najmodniejszy na początku stulecia negliż, czyli słynną robe volante, którą co bardziej konserwatywne osoby oskarżały o nadawanie kobiecie wyglądu zbyt "sypialnego", jak gdyby dopiero co wstała z łóżka. Jednocześnie, w przeciwieństwie do dopasowanej do ciała robe manteaux, robe volante była luźna i swobodna. To właśnie w tych cechach upatrywano źródeł kokieteryjności nie tylko tej sukni, ale negliżu jako takiego, który na przestrzeni XVIII wieku stał się prawdziwą "tajną bronią" uwodzicielek. Jeśli kobieta występowała przed mężczyzną w negliżu, nigdy nie robiła tego przypadkiem. Warto zwrócić uwagę  także na to, że o ile wczesne robes volantes posiadały zazwyczaj niewielkie dekolty, ukazana na obrazie Troya kobieta z pewnością przypadkiem zapomniała zapiąć trzech górnych guzików, co sprawiło, że odsłoniła górną część noszonego pod suknią gorsetu, którego umieszczone z przodu wiązanie - również z pewnością przypadkiem - korespondowało kolorystycznie z fantazyjnymi wstążkami zdobiącymi suknię. 




Kobieta ta przybrała pozę niedbałą, ale jest to niedbałość pozorna. Każda część jej ciała tchnie nonszalancją, kokieterią i pewnością siebie, a każdy szczegół jej ubioru - zamożnością i luksusem, w którym ta rokokowa piękność wyraźnie się lubuje. Zarówno wyłaniające się z piany drogocennych koronek przedramiona, jak i delikatnie wysunięte spod sukni łososiowe, haftowane (?) złotem pantofelki, prezentują zarówno przed zakochanym mężczyzną, jak i przed widzami świat typowych dla XVIII-wieku zmysłowych przyjemności, w którym jednakowe pożądanie budziły alabastrowa skóra kochanki i misternie wykonane koronki zdobiące jej suknię. 



Deklarujący miłość mężczyzna doskonale wpisuje się w wizerunek wczesnosiemnastowiecznego homme galant, czyli "mężczyzny wytwornego". Ubrany jest w justaucorps o modnie poszerzonych połach, którego jedyną ozdobę stanowią złote guziki. Jego surowość przełamana została wyłaniającymi się spod szerokich mankietów rękawami lnianej koszuli, zebranymi przy nadgarstku i wykończonymi subtelną koronką. Jego głowę zdobi modnie ufryzowana peruka, wyraźnie kontrastująca z naturalnymi włosami jego wybranki. Kształt łydek, czyli tej części ciała, która w XVIII wieku miała szczególnie zwracać uwagę kobiety, podkreślona została czarnymi, jedwabnymi pończochami o złotych wzorach. 



Jean-François de Troy umieścił na obrazie kilka elementów silnie nacechowanych symbolicznie. Zwróćmy uwagę przede wszystkim na gesty obojga bohaterów: mężczyzna jedną ręką ściska alabastrową dłoń swej wybranki, drugą zaś wskazuje na swoje serce. Co więcej, jego miłosną pozę zdaje się powtarzać stojący obok niewielki piesek - tradycyjny symbol wierności. Kobieta natomiast wskazuje dłonią na wiszący nad nimi obraz ukazujący mitologiczną scenę o charakterze erotycznym. Pojawia się jednak pytanie, czy mamy tu do czynienia z pewną rozbieżnością w sposobie rozumienia miłości u obojga bohaterów, czy też może młoda kobieta daje swojemu zalotnikowi do zrozumienia, że doskonale wie, co tak naprawdę kryje się pod jego natchnionymi deklaracjami. Możliwe też, że mamy tu do czynienia z niezwykle popularnym w XVIII wieku motywem libertyńskiej inicjacji, która w ówczesnej literaturze najczęściej przeprowadzana była właśnie przez doświadczoną kobietę (koniecznie ubraną w negliż) i która mogła wiązać się z utratą dotychczasowych złudzeń. W takim przypadku gest kobiety potraktowany powinien tu zostać w kategorii wskazówki. 



Jakkolwiek by nie było, warto zwrócić uwagę także na to, że ukazana na obrazie kobieta raczej na pewno nie jest panną. Biorąc pod uwagę jej wiek, pewność siebie i kokieteryjny ubiór, mamy tu do czynienia albo z mężatką, albo wdową. Być może także wyznający jej miłość mężczyzna jest żonaty. W świecie XVIII-wiecznych wyższych sfer "miłość" była bowiem najczęściej zajęciem osób pozostających w związkach małżeńskich, co wiązało się ze specyficznym podejściem do samej zdrady. Tym samym w większości przypadków, kiedy będziemy mieć do czynienia z "deklaracją miłości", czy to w dziele literackim, czy malarskim, nie dajmy się zwieść pozornej niewinności i wzniosłości słów i gestów. Ubrane w piękne słowa wyznanie miłości było bowiem stanowiło bowiem wówczas rodzaj skonwencjonalizowanej ropozycji romansu, który miał trwać "dopóki nuda nas nie rozłączy". 
Copyright © Modna historia , Blogger