4/08/2020

4/08/2020

Krawcy, krawcowe i sprzedawczynie mody: zakupy odzieżowe w XVIII-wiecznej Francji

Krawcy, krawcowe i sprzedawczynie mody: zakupy odzieżowe w XVIII-wiecznej Francji
Jeśli jesteście ciekawi, w jaki sposób we Francji w latach 1675-1791 przebiegały zakupy odzieżowe i jak funkcjonowały pracownie krawieckie, specjalnie dla Was przygotowałam dziś wpis poświęcony sektorowi odzieżowemu doby ancien régime'u. Starałam się uwzględnić w nim wyłącznie informacje podstawowe, więc jeżeli chcecie pogłębić ten temat, serdecznie polecam Wam dwie książki, na których sama bazowałam przy pisaniu tego wpisu: Fabricating Women C.H. Crowston (szerzej pisałam o niej tutaj) oraz Sexing la Mode J.J. Jones. 


François Boucher, Marchande de mode, 1746, Nationalmuseum, Sztokholm

Najistotniejszą kwestią związaną z funkcjonowaniem francuskiego sektora odzieżowego doby ancien régime'u jest bez wątpienia fakt, że, tak jak inne zawody o charakterze rzemieślniczym, podporządkowany on był organizacji cechowej. Co ważne, każdy cech posiadał wewnętrzne przepisy i regulacje, które bardzo często różniły się w zależności od miasta. Żeby zostać samodzielnym rzemieślnikiem (maître lub, w przypadku kobiet, maîtresses) należało najpierw przez określony okres uczyć się zawodu pod okiem mistrza, a następnie przejść przeprowadzany przez władze cechowe egzamin - w przypadku krawców egzamin ten polegał na uszyciu męskiego habit, w przypadku kobiet natomiast - na uszyciu robe à la française. Sytuacja i prawa poszczególnych cechów w sposób znaczący zmieniały się  na przestrzeni XVII i XVIII wieku. 
Do najważniejszych dat związanych z ich organizacją zaliczyć należy:

-1675 - ustanowienie dwóch nowych cechów kobiecych: maîtresses couturièresmaîtresses bouquetières; kobiety po raz pierwszy mogą legalnie pracować jako krawcowe
-1776 - reformy Anne-Roberta-Jacquesa Turgota, w ramach których zniesiono ograniczenia cechowe, dzięki czemu, m.in. zezwolono krawcowym na szycie odzieży z użyciem fiszbin ; ustanowienie cechu marchande de modes 
-1791 - kasacja organizacji cechów 

W dobie ancien régime'u francuski sektor odzieżowy tworzyły następujące cechy: 

-tailleurs - cech krawców. Mogli oni szyć zarówno odzież męską, jak i damską. Aż do 1774 roku posiadali przy tym znaczące przywileje w stosunku do krawcowych: jako jedyni byli uprawnieni do pracy z fiszbinami, posiadali więc monopol na szycie gorsetów, paniers i sukni dworskich. Od 1675 roku mogli w swoich pracowniach legalnie zatrudniać także krawcowe, które często zajmowały się szyciem jednego konkretnego rodzaju odzieży, np. męskich spodni 
-maîtresses couturières - cech krawcowych utworzony w roku 1675. Krawcowe mogły szyć wyłącznie stroje kobiece i odzież dziecięcą, w tym dla chłopców do lat siedmiu. Ze względu na zakaz pracy z fiszbinami, na początku specjalizowały się w sukniach nieformalnych, takich jak manteau czy późniejsza robe volante. Przez całe stulecie domagały się jednak zezwolenia na tworzenie gorsetów i stelaży, argumentując to m.in. tym, że przymiarki gorsetu przeprowadzane przez mężczyznę-krawca godzą w naturalną skromność kobiet. 
-maîtresses marchandes lingères - istniejący we Francji od XIII wieku cech kobiet szyjących i sprzedających bieliznę dla obu płci (dosłownie - artykuły lniane), w skład której wchodziły koszule, fartuchy, pończochy, chustki, krawaty, kołnierze czy mankiety. Ze względu na podwójną rolę krawcowych i sprzedawczyń, marchandes lingères zajmowały wyższe miejsce w hierarchii społecznej niż couturières
-mercers (lingers) - męski odpowiednik marchandes lingères. Wchodzili oni w skład cechu kupców (mercers). Do grupy tej zaliczały się także bardzo często wdowy po zmarłych mercers-lingers, które miały prawo do przejęcia biznesu po mężu.  
-maîtresses bouquetières - cech powstały w 1675 roku, w ramach którego zatrudniane były wyłącznie kobiety. Bukieciarki posiadały monopol na sprzedawanie na terenie Paryża kwiatów i wszelkiego rodzaju kwiatowych wyrobów (np. girland). Cech ten powszechnie uznawany był za niezwykle skromny, a zawód bukieciarki bardzo mało lukratywny. 
-marchandes de modes - najmłodszy z XVIII-wiecznych cechów, ustanowiony w 1776 roku. Zatrudnione w nim były głównie kobiety, chociaż nie było to regułą i na terenie Paryża można było spotkać także pracownie prowadzone przez marszandów-mężczyzn (jak słynnego Le Sieur Beaularda). Sprzedawcy mody zajmowali się przede wszystkim tworzeniem wszelkiego rodzaju czepków (bonnets) i kapeluszy oraz ozdabianiem już gotowej odzieży, czyli tworzeniem tzw. garnitures sukni. Zdarzało się jednak, że oferowali one także szycie sukni od podstaw, co pod względem finansowym było jednak zazwyczaj mniej opłacalne niż szycie u couturières - ceny usług marchandes de modes były zazwyczaj o wiele wyższe niż krawcowych. Jednocześnie sam zawód "sprzedawczyni mody" cieszył się o wiele większym prestiżem. 
-coiffeurs i coiffeuses de dames - niezrzeszona w cech grupa fryzjerów i fryzjerek. Brak przynależności do cechu fryzjerzy mieli tłumaczyć tym, że są nie rzemieślnikami (jak sprzedawcy peruk), lecz artystami. Była to jednocześnie najbardziej niemobilna z grup tworzących XVIII-wieczny sektor odzieżowy ze względu na to, że fryzjerzy nie musieli posiadać własnej pracowni i wszystkie usługi wykonywali bezpośrednio w domach swoich klientek. 
-barbier-perruquiers - cech, w ramach zajmowano się wyrabianiem męskich peruk (mężczyźni, w przeciwieństwie do kobiet, powszechnie nosili peruki) oraz goleniem zarostu. W 1777 roku do cechu tego zmuszeni zostali dołączyć także coiffeurs des dames. 

Niektórzy rzemieślnicy specjalizowali się wyłącznie w wytwarzaniu skomplikowanych artykułów jednego typu, np. piqueurs, którzy tworzyli odzież pikowaną czy découpeurs, którzy zajmowali się tworzeniem tłoczeń w tkaninie, uzyskiwanych dzięki procesowi perforacji (1). 


Francuski szewc na rycinie ze zbioru Recueil de modes, t. 3., Source Gallica/BnF (źr.)

W XVIII-wiecznej Francji w odzież można było zaopatrzyć się na trzy sposoby: albo dać uszyć ubiór na miarę, albo kupić ubiór z drugiej ręki, albo też kupić ubiór nowy w sklepie z odzieżą gotową. W czasach ancien régime'u zdecydowanie największą popularnością cieszyło się szycie miarowe, ale warto pamiętać, że istniały też inne możliwości, z których mogła korzystać przede wszystkim uboga ludność miejska. W przypadku szycia na miarę najczęściej przychodziło się do krawca lub krawcowej z zakupionym już materiałem  - było to rozwiązanie najbardziej ekonomiczne dla obu stron, ponieważ zarówno krawcy nie ryzykowali, że zostaną z nadmiarem niesprzedanym tkanin, jak i też nie ryzykowali klienci, że krawiec zażąda od nich wyższej ceny, niż zrobiłby to sprzedawca tkanin (mercier d'étoffes). Na przestrzeni stulecia w Paryżu zaczęto zwracać też coraz większą uwagę na przestrzeń samego butiku: pod koniec XVIII-tego wieku przy najbardziej prestiżowych ulicach zauważyć można pojawienie się ekskluzywnych butików, które były przestronne, dobrze oświetlone i luksusowo urządzone (2). Warto przy tym zaznaczyć, że, aby skompletować jedną suknię, należało najczęściej skorzystać kolejno z usług kilku różnych rzemieślników: gorset i stelaż zamówić u krawca, suknię u krawcowej, ozdoby do sukni u marchande de mode, a dopełniające ją mankiety i fichu marchandes lingères. Jeżeli dodatkowo chciało się ozdobić suknię bukiecikiem żywych kwiatów, trzeba było na koniec skierować się do bukieciarki. 

Pracownia krawca zajmującego się szyciem odzieży męskiej na rycinie z podręcznika do krawiectwa Art du tailleur z 1769 roku (źr.)

Ceny odzieży w XVIII-tym wieku były bardzo różnorodne i zależne od wielu czynników, jednak główna prawidłowość prezentowała się następująco: cena za tkaninę (zwłaszcza jedwabną) zazwyczaj kilkukrotnie przewyższała cenę uszycia danego ubioru. Wynikało to przede wszystkim z tego, że praca krawców, w szczególności krawcowych, nie była ceniona zbyt wysoko. W swojej książce Fabricating women C.H. Crowston podała przykład krawcowej Tripier, która w latach 70. XVIII wieku uszycie sukni wyceniała na ok. 8 liwrów. Jeżeli jednak doliczała do tego koszt doskonałej jakości tafty, cena wynosiła 144-155 liwrów, a w przypadku tańszej petit taftas, 70-140 liwrów (2). W tym samym czasie wynagrodzenie przeciętnej krawcowej wahało się między 60 a 200 liwrami na rok (3). W książce Sexing la Mode J.M. Jones podkreślała z kolei, że na przestrzeni XVIII-tego wieku można przy tym zauważyć rosnącą dysproporcję między wartością garderoby kobiet i mężczyzn z niższej klasy średniej: o ile rzemieślnik mógł posiadać garderobę składającą się z 15 elementów o łącznej wartości 38 liwrów, o tyle jego żona - garderobę składającą się z 50 elementów o łącznej wartości 346 liwrów (4). W tym miejscu warto zwrócić także uwagę na dość specyficzny sposób płatności za ubiory, przede wszystkim te szyte dla przedstawicieli najwyższych warstw społecznych, mianowicie kredyty. Bardzo często nie płacono za uszyty ubiór od razu, lecz rozkładano płatność na raty - przykład Rose Bertin, które ubierała największe arystokratki, a mimo to w 1787 roku otarła się o bankructwo z długami wynoszącymi ok. 2-3 miliony liwrów, doskonale pokazuje, że ówczesna arystokracja, chociaż chętna do kupowania, nie zawsze była jednak skłonna do płacenia (5). 


Pracownia krawca zajmującego się szyciem odzieży damskiej na rycinie z podręcznika do krawiectwa Art du tailleur z 1769 roku (źr.)


Warto przy tym zwrócić uwagę na to, jak różny był status społeczny kobiet pracujących w sektorze odzieżowym. Ówczesne "mistrzynie" niejednokrotnie okazywały się zręcznymi bizneswomen. Do takich kobiet należała przede wszystkim Rose Bertin, która w 1770 roku otworzyła, 
przy jednej z najbardziej prestiżowych ulic Paryża, Rue Saint-Honoré, butik o Le Grand Mogol, i u której ubierały się nie tylko kobiety z najwyższych sfer francuskiej arystokracji wraz z królową, ale także członkinie rodzin królewskich z innych państw Europy, czy madame Eloffe, marchande de mode, do której klientek również zaliczała się Maria Antonina. Bardzo wiele krawcowych się jednak zadowolić jednopokojowymi pracowniami służącymi zarówno do szycia, jak i do przymiarek. Jednocześnie warto podkreslić niejednoznaczny status moralny młodych szwaczek i gryzetek - sprzedawczyń w sklepach z bielizną lub galanterią, które bardzo często traktowane były przez wyżej usytuowanych mężczyzn jak niedrogie dziewczęta do towarzystwa. Nie było też rzadkością, że dziewczyna, która w dzień zatrudniona była jako szwaczka lub gryzetka, nocą dorabiała jako prostytutka. Maîtresses couturières przykładały jednak zazwyczaj dużą wagę do tego, żeby reprezentowany przez nie cech posiadał jak najlepszą reputację. 



Butik marchande de mode na rycinie z podręcznika do krawiectwa Art du tailleur z 1769 roku (źr.)


Na przestrzeni XVIII-tego wieku zauważyć można rosnącą feminizację sektora odzieżowego, wynikającą ze zdobywającego wówczas coraz większą popularność przekonania, że kobiety posiadają "naturalne prawo do szycia" (6). Wcześniej, aż do 1675 roku, wszystkie ubiory, zarówno męskie, jak i kobiece, szyte były przez mężczyzn (
tailleurs) - dopiero w 1675 roku ustanowiony został cech krawcowych (maîtresses couturières). Od tamtej pory między krawcami i krawcowymi toczyła się zażarta rywalizacja, której towarzyszyła tocząca się w sferze publicznej debata o to, kto i dlaczego powinien szyć kobiece ubiory. Dla kobiet z niższych warstw mieszczańskich praca w sektorze odzieżowym bardzo często była jedyną, na którą mogły sobie pozwolić (m.in. dlatego, że na początku nie wymagała zakupu drogich i skomplikowanych narzędzi). Dzięki pracy mogły z kolei nie tylko utrzymać siebie i rodzinę (bez względu na to, czy wespół z mężem, czy nie), ale także pozwolić sobie na pewien stopień niezależności. Niektórym kobietom krawiectwo miało jawić się wręcz jako jedyna alternatywa dla prostytucji. Tym samym, zdaniem wielu XVIII-wiecznych kobiet, w sytuacji, kiedy mężczyźni mogli wykonywać wiele innych zawodów, sektor odzieżowy powinien być całkowicie dostępny kobietom. Jednocześnie wielu ówczesnych moralistów twierdziło, że krawiectwo od starożytności uznawane było za aktywność kobiet i że szycie ubiorów kobiecych mężczyźnie po prostu nie przystoi. Jak pisał w "Emilu" Jean-Jacques Rousseau, "ta sama dłoń nie może trzymać i igły, i miecza". Wszystkie te działania finalnie rzeczywiście przyniosły upragniony efekt: pod koniec XVIII wieku nie tylko sam sektor odzieżowy uległ znaczącej feminizacji, ale przede wszystkim sama moda zaczęła być uważana za domenę przede wszystkim kobiecą. 

...
(1) C.H. Crowston, Fabricating Women. The Seamstresses of Old Regime France, Duke University Press, Durham 2001, s. 165-166
(2) Tamże, s. 91. 
(3) Tamże, s. 159-162. 
(4) J.M. Jones, Sexing la mode: Gender, Fashion and Commercial Culture in Old Regime France, London 2004, s. 74. 
(5) C.H. Crowston, op. cit., s. 164-168.
(6) J.M. Jones, op. cit., s. 77-112. 

3/30/2020

3/30/2020

Historia markiza de Valfons i madame D*** (1745)

Historia markiza de Valfons i madame D*** (1745)
Dziś chciałabym zaprosić Was do lektury fragmentu "Pamiętników" markiza de Valfons (1710-1786), dworzanina i wojskowego, na kartach których opisywał on zarówno życie na dworze kolejno Ludwika XV i Ludwika XVI, jak i wspomnienia z udziału w licznych wojennych kampaniach. Co ciekawe, część cywilna pamiętników napisana została przez markiza de Valfons zgodnie z regułami powieści libertyńskich: zaczyna się inicjacją seksualną, a jej rytm wyznaczają kolejne miłosne podboje. Także bezpośrednie opisy związków i romansów utrzymane zostały przez markiza w konwencji libertyńskiej opowieści: doskonale pokazuje to poniższy fragment, w którym opisał on swój przelotny związek z madame D***. Odnaleźć w nim można wiele charakterystycznych dla libertyńskiego świata motywów: poświęcony pozamałżeńskim relacjom petite maison ("mały domek") czy podporządkowane seksualnym rozkoszom wnętrza. Przede wszystkim jednak mamy tutaj do czynienia z kalkulowany na chłodno relacjami, w których miłość zastępowana jest ambicją lub wyrachowaniem. 

Jest rok 1745. Przez długi czas markiz de Valfons był oficjalnym kochankiem księżnej de R***, należącej do jednej z najznamienitszych francuskich rodów. Madame de R*** porzuciła go jednak w momencie, kiedy zwolniło się miejsce na oficjalną metresę samego króla, zajęte jednak wkrótce przez madame d'Etiolles, przyszłą markizę de Pompadour. W międzyczasie księżna de R*** przedstawiła markizowi de Valfons madame D***, kobietę światową, ale o wiele niżej od niej samej urodzoną. Zdaniem Valfonsa madame D*** zainteresowała się nim wyłącznie w celu zaspokojenia własnej ambicji: chciała posiąść tego samego mężczyznę, którego wcześniej "miała" księżna de R***. W historii tej w sposób szczególny zwraca jednak uwagę sam charakter madame D***, raz po raz przechodzący ze skrajności w skrajność: w jednej scenie żywiołowa, rozentuzjazmowana i brylująca w wielkim świecie, pod wpływem nieszczęśliwej miłości madame D*** opada z sił i staje się umierająca. Doskonale zaznajomiona z tajnikami sztuki miłości, madame D*** zdaje się pretendować do tytułu "kochanki idealnej" - w zamian nie tylko nie otrzymuje jednak ani miłości, ani nawet szacunku. 


François Boucher, "Toaleta Venus", 1751 (źr.)
        
"Mme d’Etiolles (Antoinette Poisson), żona generalnego poborcy podatkowego, liczyła sobie zaledwie dwadzieścia dwa lata, a jej wdzięk, lekkość sylwetki i piękność włosów czyniły ją podobną do nimfy. Jej zalety naturalne dopełniały wszystkie te, które może dać sztuka: była muzykalna, posiadała śliczny głos, a dzięki talentowi do deklamacji urozmaicała przyjemności króla różnymi spektaklami, w których sama odgrywała główne role. 
Pewnego dnia udałem się na bal do Hôtel de la ville, gdzie zebrała się cała Francja. Tłum był tak wielki, że dama, która mi towarzyszyła, bojąc się uduszenia, zawołała na pomoc przełożonego marszandów, pana de Bernage, który zaprowadził nas do znajdującego się w pobliżu gabinetu. Kiedy tylko weszliśmy do środka, zobaczyłem Mme d’Etiolles, w towarzystwie której zaledwie kilka dni wcześniej spożywałem kolację. Miała na sobie czarne domino, którego najwyższy nieład zdradzał, że wcześniej także musiała przeprawić się przez obecny na balu tłum. Chwilę później w gabinecie zjawiły się dwie maski, także mające na sobie czarne domina, z których jedną rozpoznałem po sylwetce, drugą po głosie: byli to M. D*** i król. Mme d’Etiolles podążyła za nimi i towarzyszyła im aż do Wersalu, gdzie kilka dni później osiadła na stałe. 
Znajdowałem się akurat u osoby, której przyszła złożyć jedną ze swoich pierwszych wizyt. Zajęty grą z panią domu, nie mogłem jednak podać ręki Mme de Pompadour, która na samym początku swojego panowania byłaby z pewnością szczęśliwa, gdyby mogła otoczyć mnie opieką. Zawsze żałowałem tej straconej okazji. Na dworze najczęściej to właśnie najmniejsze działania tworzą największe efekty i więcej są warte niż najlepsze i najdłużej oddawane usługi.  

François Boucher, "Venus i Amor",  1742 (źr.)

Kiedy byliśmy jeszcze razem, Mme de R***, moja ambitna piękność, przedstawiła mnie Mme D***, wówczas trzydziestodwuletniej i zajmującej w świecie jak najlepszą pozycję. Mme D*** wyznała mi później, że już od tego pierwszego spotkania jej uczucia do mnie zdecydowane były do tego stopnia, że porzuciła szlachcica, z którym żyła przez sześć lat i który kochał ją do szaleństwa po to tylko, żeby milcząco dać mi do zrozumienia, że od tamtej pory cała jej uwaga skierowana była wyłącznie w moim kierunku (…). Miała lożę w operze i  regularnie zabierała mnie tête à tête z Wersalu do Paryża. Ja jednak udawałem przeświadczenie, że te wszystkie uprzejmości wynikały wyłącznie z chęci wyświadczenia mi przysługi. 
Mój brak odpowiedzi w stosunku do jej nazbyt widocznych starań trwało cztery miesiące. Podstawę charakteru madame D*** tworzyły śmiałość i porywczość. Była jednak zakochana, stała się słaba i nieśmiała, w końcu zaś zapadła na chorobę wywołaną bezsennością. Helvétius, jej lekarz, próbował wyleczyć ją na wszelkie sposoby. W końcu jednak doświadczenie kazało mu uznać, że wyleczenie tego stanu nie leżało w jego w kompetencjach i powiedział jej: 
-Pani, moje lekarstwa mogą wyleczyć ciało, ale nie pomogą ani duszy, ani sercu (…). Niech ten, kto doprowadził panią do tego stanu, stanie się pani lekarzem. Ponieważ ani ja, wyznaję, pomimo największych chęci, nic tu nie zdziałam, ani cała medycyna świata. 
Wzięła to sobie do serca. Tego samego dnia, popołudniu, zobaczyłem ją jak na pół martwa leżała rozpostarta na szezlongu. Zaproponowała mi grę w try. Wyciągnąwszy moją kartę, usiadłem obok niej i powiedziałem z uśmiechem: 
-Jest więc pani bardzo chora? 
-Niestety tak, i najpewniej umrę. 
-Ach tak! Podejmę się jednak wyleczenia pani, jeżeli tylko wyzna mi pani nazwę swojej choroby. 
Wziąłem ołówek  i napisałem na karcie: kocha pani. Wyrwała mi go natychmiast i zapisała pod spodem: tak, pana, do szaleństwa. Wrzuciłem kartę do kominka, mówiąc jej: 
-Proszę być pewną rychłego wyzdrowienia. 
Trudno byłoby sobie wyobrazić efekt, jaki wywołały te słowa: jej oczy, z umierających, stały się pełne życia, a nagły napływ energii kazał jej zapomnieć o wcześniejszej słabości. Jej mąż, który odwiedzał ją każdego wieczoru, uznał tę zmianę za tak znaczną, że powiedział: 
-Musisz, pani, być bardzo wdzięczna panu Helvétiusowi. W końcu widać działanie jego leków, bo znajduję cię w tysiąc razy lepszym stanie niż wczoraj. 
Nazajutrz była już nie do poznania i w ciągu niecałych dwóch miesięcy odzyskała nie tylko krągłości i dobre samopoczucie, ale i cały swój urok. Miała tyle samo esprit, co wdzięku; w sposób doskonały posiadła sztukę kochania i potrafiła nauczyć jej innych. Jej żywiołowość i żądze napełniały ją ogniem, czarem i czułością charakterystyczną dla pierwszej namiętności. Mój dystans, chociaż pełen grzeczności, trzymał ją w nieustannym napięciu, a jej przekonanie, że ciągle jeszcze miałem tę kobietę, która mnie jej przedstawiła, czyniła ją posłuszną najmniejszym moim żądaniom. Nigdy jednak nie nadużywałem tego, wymagając od niej przyzwoitego zachowania wśród innych i zmuszając ją do skrupulatnego wypełniania obowiązków względem męża, do czego wcześniej zupełnie nie była przyzwyczajona i co budziło w niej największe zdziwienie. 


François Boucher "Venus pocieszająca Amora", 1751 (źr.)

Kiedy nasza relacja była już ustanowiona, zaproponowała mi udanie się na kolację do Paryża, do jednej z jej przyjaciółek (…). Podjechaliśmy pod bramę domu znajdującego się przy ulicy Basse-du-Rempart, skąd odesłała karocę. Wielkie podwórze, piękna klatka schodowa, rozkoszny apartament umeblowany i oświetlony miłością, wszystko to uświadomiło mi, że znajdujemy się w jej świątyni. Wnętrze to oddychało zmysłowością i swobodą. Rzuciła mi się na szyję, mówiąc: 
-Wybacz mi proszę, ty jesteś tutaj panem absolutnym, a ja nie chcę być nikim więcej, jak tylko pierwszą poddaną w twoim królestwie. 
Mój wzrok zwrócił się ku wytwornemu łożu, przy wezgłowiu którego zauważyłem nocny czepek. Miałem ochotę zapytać, czy była to korona jednego z moich poprzedników. 
Jej upojenie, ekspresja i słodkie posłuszeństwo sprawiły jednak, że zapomniałem o tym wszystkim aż do momentu, w którym zaufany lokaj nie zapukał do drzwi, powiadamiając nas tym, że podano kolację. Spędziliśmy przy stole półtorej godziny, a kiedy uznała, że posililiśmy się wystarczająco, wróciliśmy do pokoju, gdzie nowe jej pieszczoty domagały nowych hołdów. Zaprezentowałem się jako godny gościny w jej petite maison,  bo to właśnie do tego dyskretnego azylu zostałem zaprowadzony. Muszę przyznać, że tylko tam można dobrze poznać kobietę: tylko tam pozwalają one sobie na pełną swobodę; zwłaszcza w pierwszych momentach namiętności nic nie ukrywają: wszystko jest pragnieniem, żywością, czułością. Poczucie bezpieczeństwa i wolności upaja je; chcą już tylko podobać się i być kochane. 


François Boucher "Renaud i Armide", 1732 (źr.)

Chociaż nie byłem zakochany, spektakl ten zachwycił mnie. Nagle jednak moja syrena, doszedłszy do siebie, zachwycona tym, że odebrała mnie mojej poprzedniej kochance, powiedziała: 
-Teraz niech się dzieje, co chce: miałam cię. 
Urażony tym lekkim tonem, który zdradzał chęć jedynie przelotnej miłostki i zanadto będąc panem samego siebie, żeby nie kazać jej zapłacić za coś, co uznałem wyłącznie za usatysfakcjonowanie libertynizmu, odpowiedziałem: 
-Tak, miała mnie pani, ale ostatni raz. Moje działania, do osiągnięcia których potrzebowała pani sześciu miesięcy, wynikały bardziej z dobroci serca niż z upodobania. 
Co powiedziawszy oddaliłem się, gotowy do wyjścia. Wtedy ona rzuciła się do moich stóp i, płacząc, błagała mnie o przebaczenie. Pozostałem jednak nieczuły na te starania i pozostawiłem ją w stanie najgłębszej rozpaczy. Przez następne osiem dni napisała do mnie dwadzieścia listów, tak że bez przerwy miałem u siebie jednego z jej lokajów. Jako że mój gniew był udawany, pozorowałem go jedynie dopóty, dopóki uznawałem go za niezbędny. Kiedy w końcu skrucha i gorliwość w wyrażania pragnienia mojego powrotu przekonały mnie o jej stałości, wróciłem pełny przewagi, które dawały mi jej słabość i moja wykalkulowana surowość. 
      Jak wielkim smutkiem napełnia wytwornego mężczyznę pewność, że nie będzie on w stanie zatrzymać kobiety, jeśli będzie dla niej zbyt dobry i zbyt w niej zakochany! Żeby je zatrzymać, musimy skrywać przed nimi część naszych uczuć. I niech łajdaki robią co chcą rujnując je, czyniąc ich życie ciężkim, sprzeciwiając się ich woli i dając im wszelkie powody ku zazdrości! Takie to właśnie wstrętne zachowania kobiety przedkładają często nad uczciwość, słodycz, wierną miłość i szlachetność. Jest to dla mnie zagadka, której nigdy nie potrafiłem wyjaśnić, ale którą bardzo dobrze znałem z doświadczenia." 

...
"Souvenirs du marquis de Valfons", Paris 1860, s. 132-138, tłumaczenie moje. 

2/12/2020

2/12/2020

"Bierzemy się bez miłości, rozstajemy bez nienawiści". Kilka refleksji o dialogach Crébillona

"Bierzemy się bez miłości, rozstajemy bez nienawiści". Kilka refleksji o dialogach Crébillona
Po teksty Crébillona sięga się zazwyczaj w nadziei na lekturę lekką, przyjemną i wesołą. W taki sposób zazwyczaj przedstawia się jego twórczość, taki też odbiór zapewnia „Sofa” - z pewnością najsłynniejsza w Polsce powieść tego autora. Z pozoru ten sam lekki i przyjemny nastrój odnaleźć można także w dwóch dialogach Crébillona: „Nocy i chwili” (1755)  oraz „Igraszki kącika przy kominku” (1763) (1). Akcja "Nocy i chwili" umiejscowiona jest w sypialni Cidalise, do której nieoczekiwanie wkracza Clitandre - jego jednoznaczne zamiary wobec Cidalise wskazuje już sam fakt, że ma on na sobie wyłącznie jedwabną robe de chambre.  W "Igraszkach kącika przy kominku" dialog toczy się natomiast między młodą libertynką Célie a Księciem, który jest jednocześnie oficjalnym kochankiem Markizy, jej najlepszej przyjaciółki. 


Louis Marin Bonnet, Kochanek wysłuchany, ok. 1785, The MET, Nowy Jork (źr)

1/06/2020

1/06/2020

Stan ważniejszy niż płeć, czyli dlaczego koronki nie odbierały XVIII-wiecznym mężczyznom męskości

Stan ważniejszy niż płeć, czyli dlaczego koronki nie odbierały XVIII-wiecznym mężczyznom męskości

Do napisania dzisiejszego wpisu zainspirował mnie fragment z klasycznego już opracowania "Rokoko" Władysława Tomkiewicza z 1988. Chociaż od jego wydania upłynęły już ponad trzy dekady, w dalszym ciągu uznać można je za jedną z najlepszych polskich książek poświęconych sztuce francuskiego rokoka. Bardzo mocno należy tu jednak podkreślić słowo „sztuce” - pierwsze rozdziały "Rokoka", poświęcone przemianom we francuskiej obyczajowości i mentalności przełomu XVII i XVIII wieku, mogą już bowiem budzić pewne zastrzeżenia. Tk jak poniższy fragment poświęcony „rokokowemu mężczyźnie”:   

mężczyzna w szybkim tempie uległ feminizacji; uperfumowany, o starannie wygolonej i wypudrowanej twarzy, w białej peruce zakończonej warkoczykiem, w kolorowym fraku ozdobionym koronkami, w pończochach i pantofelkach – już samym swym wyglądem świadczył o preponderancji kobiecości. Ponadto feminizował się wewnętrznie, przejmując od kobiety pewne, nie zawsze najlepsze skłonności: oddaje się chętnie plotce, obmowie, intrydze miłosnej („intrigue galante”) i ostatecznie przyczynia się tym do krystalizacji specyficznego dla rokoka klimatu towarzyskiego [1].

Artysta nieznany na podstawie Jeana-Marca Nattiera, Książę de Richelieu, marszałek Francji, 1732-1742,
 The Wallace Collection (źr.)

12/17/2019

12/17/2019

"Fabricating Women" - po drugiej stronie świata ubiorów doby ancien régime'u

"Fabricating Women" - po drugiej stronie świata ubiorów doby ancien régime'u

Jakie skojarzenie może wywołać połączenie terminów "ubiory" i "XVIII wiek"? Biorąc pod uwagę sposób, w jaki ukazuje się i mówi o modzie tego stulecia, przed oczami wielu osób (nawet niechcący) stanąć mogą kapryśne arystokratki o pokrytych różem policzkach, ubrane w bogato zdobione, taftowe suknie, noszące mieniącą się blaskiem drogocennych klejnotów biżuterię, o misternie ułożonych, ozdobionych piórami fryzurach. W istocie, kiedy czytamy różnego rodzaju książki czy przeglądamy obrazy i ryciny, świat XVIII-wiecznej mody może zacząć jawić nam się jak cudowna baśń, w której, po wypowiedzeniu odpowiedniego zaklęcia, naszym oczom ukazuje się świat pełen broszowanych w egzotyczne wzory jedwabi, sukni o niezwykle misternych zdobieniach i wspaniale haftowanych kamizelek. Baśń, w której dobra wróżka Rose Bertin za pomocą nonszalanckiego ruchu różdżki wyczarowuje królowej Marii Antoninie coraz to bardziej fantazyjne kreacje.



Chociaż absurdalna, wizja ta nie jest wcale trudna do wykreowania w momencie, kiedy w większości opracowań poświęconych XVII i XVIII-wiecznym ubiorom informacje ograniczają się do omówienia już gotowych produktów z najwyższej półki i sposobu, w jaki były one następnie użytkowane. Cała nasza uwaga kierowana jest na użytkowników dóbr, podczas gdy to, kto, w jaki sposób oraz w jakich warunkach owe dobra wytworzył, pozostaje właściwie przemilczane. Fakt, że jak mantra na kartach takich publikacji powtarzane jest wyłącznie nazwisko Rose Bertin, tylko dodatkowo zakrzywia rzeczywistość: można by sobie wyobrazić, że każda ówczesna marchande de modes posiadała własny butik w najbardziej ekskluzywnej dzielnicy Paryża i rzeszę zamożnych klientek, których suknie niemalże od niechcenia zdobiła wstążkami. 


Recueil de modes, t. 3, "Krawcowa", Source Gallica/BnF (źr.)

Samodzielne gromadzenie informacji na temat sposobu funkcjonowania sektora odzieżowego w czasach ancien régime'u może wydać się jednak żmudne i mało fascynujące. Na szczęście dla wszystkich poszukujących szczegółowej wiedzy, w 2001 roku na rynku wydawniczym pojawiła się książka Fabricating Women. The Seamstresses of Old Regime France, 1675-1791, monumentalne dzieło autorstwa Clare Haru Crowston, profesor historii na Uniwersytecie Illinois w Urbanie i Champaign. Tekst tej książki liczy ponad 400 stron, a przypisy zajmują dodatkowe sto. Czcionka jest niewielka, ilustracji kilkanaście, a ilość zawartej na kartach tej książki wiedzy - niepoliczalna. Trudno jest wyobrazić sobie ilość pracy, jaką autorka musiała włożyć w zgromadzenie wszystkich zawartych w niej informacji i następnie w przekształcenie ich w przejrzyście ustrukturyzowane opracowanie. Bez wątpienia wielką zaletą tej książki jest fakt, że napisana została przez historyka: nie znajdziemy w niej żadnych "frywolnych" interpretacji, cała narracja opiera się na faktach, liczbach i innych niezwykle szczegółowych danych. 


Recueil de modes, t. 3, "Fryzjerka", Source Gallica/BnF (źr.)

Fabricating Women to, z jednej strony, opowieść o ambitnych kobietach z ludu, które dzięki własnej przedsiębiorczości i ciężkiej pracy zyskiwały pełną finansową niezależność i prowadziły świetnie prosperujące pracownie, w których zatrudniały po kilkanaście osób. Z drugiej strony jest to jednak również opowieść o tych kobietach, dla których szycie bardzo często stanowiło jedyny ratunek przed popadnięciem w nędzę. Ubiór daleki jest tu od sfery luksusu i frywolności, zdecydowanie bliżej jest mu do zgarbionych pleców i pokłutych igłą palców. Tym samym mamy tu też do czynienia z innym obrazem XVIII-wiecznego świata niż ten, do którego najczęściej jesteśmy przyzwyczajeni: zamiast delikatnych pasteli królują tu różnorodne odcienie szarości. Podczas lektury Fabricating Women niejednokrotnie przychodzili mi na myśl Nędznicy Wiktora Hugo: dość wspomnieć rozdział poświęcony tym ubogim dziewczętom, dla których krawiectwo nierzadko stanowiło jedyną alternatywę dla prostytucji. 

Jeśli chodzi o zagadnienia poruszane w książce, warto wymienić następujące: 

-jak wyglądała droga od praktykantki do mistrzyni
-jak wyglądał egzamin na mistrzynię (maîtresse)
-jak wyglądały i funkcjonowały różnego typu pracownie krawieckie 
-jakimi technikami i za pomocą jakich narzędzi tworzono poszczególne typy ubiorów
-jak wyglądały zarobki kobiet pracujących w sektorze odzieżowym 
-w jaki sposób krawcowe zdobywały nowe klientki 
-dlaczego większość zamożnych klientek zamawiała nowe ubiory na kredyt i w jaki sposób mogło to być opłacalne dla samych krawcowych 
-jakie alternatywy w stosunku do ubiorów szytych na miarę posiadali ludzie niezamożni 
-jakie prawa posiadały kobiety w obrębie poszczególnych cechów i w jaki sposób o nie walczyły.

Recueil de modes, t. 3, "Krawiec i krawcowa", Source Gallica/BnF (źr.)


Bardzo dużą zaletą Fabricating Women jest to, jak dużo miejsca Crowston poświęca francuskiej terminologii. Za każdym razem, kiedy przywołuje jakiś termin, zamieszcza także jego francuski odpowiednik z epoki. Dzięki temu angielska mantua staje się francuskim manteau, a angielskie stays - francuskim corps. Moim zdaniem jest to zabieg niezwykle ważny, ponieważ pozwala na późniejsze opisywanie francuskiego świata odzieżowego za pomocą oryginalnej terminologii. Dzięki temu też łatwiej zrozumieć jest pewne charakterystyczne dla niego niuanse, które szczególnie widoczne są właśnie na poziomie języka. Dość wspomnieć fakt, że w języku francuskim krawca określano mianem tailleur, krawcową natomiast - couturière. Nie wspominając np. o kobietach zatrudnionych w innych sektorach związanych z odzieżą, z których każda określana była za pomocą innego terminu. I tak np. sprzedawczyni bielizny znana była jako lingère


Antoine Raspal, Pracownia krawcowych w Arles, Musée Réattu (źr.)


Trudno byłoby mi wskazać jakiekolwiek słabe strony Fabricating Women. Warto jednak zaznaczyć, że nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna, która umili nam zimowe wieczory. Jest ona po brzegi wypełniona informacjami, tak, że właściwie cały czas podczas czytania należy zachować pełne skupienie. Także jej język (przynajmniej z mojej perspektywy), jest dość trudny i pełen specjalistycznej, odzieżowej i cechowej terminologii. Muszę też przyznać, że książka ta nie należy do najbardziej wciągających i trzymających w napięciu, ale też nie to jest jej głównym celem. Pod wszystkimi innymi względami jest to jednak książka perfekcyjna, która w sposób niemal całkowity zmienia sposób patrzenia nie tylko na same ubiory, ale i na samą modę ancien régime'u.
Copyright © Modna historia , Blogger