2/12/2020

2/12/2020

"Bierzemy się bez miłości, rozstajemy bez nienawiści". Kilka refleksji o dialogach Crébillona

Po teksty Crébillona sięga się zazwyczaj w nadziei na lekturę lekką, przyjemną i wesołą. W taki sposób zazwyczaj przedstawia się jego twórczość, taki też odbiór zapewnia „Sofa” - z pewnością najsłynniejsza w Polsce powieść tego autora. Z pozoru ten sam lekki i przyjemny nastrój odnaleźć można także w dwóch dialogach Crébillona: „Nocy i chwili” (1755)  oraz „Igraszki kącika przy kominku” (1763) (1). Akcja "Nocy i chwili" umiejscowiona jest w sypialni Cidalise, do której nieoczekiwanie wkracza Clitandre - jego jednoznaczne zamiary wobec Cidalise wskazuje już sam fakt, że ma on na sobie wyłącznie jedwabną robe de chambre.  W "Igraszkach kącika przy kominku" dialog toczy się natomiast między młodą libertynką Célie a Księciem, który jest jednocześnie oficjalnym kochankiem Markizy, jej najlepszej przyjaciółki. 


Louis Marin Bonnet, Kochanek wysłuchany, ok. 1785, The MET, Nowy Jork (źr)

Crébillon kojarzony jest zazwyczaj z libertynizmem jasnym i pogodnym, z frywolnym światem, w którym „nikt się w nim nie obraża”. W kreowanym przez  Crébillona świecie wszyscy jednakowo traktują miłość jak rozrywkę, z łatwością nawiązują romanse i z równą łatwością rozstają się. Clitandre otaczającą go rzeczywistość postrzega w ten właśnie sposób: 

Podobamy się sobie, bierzemy się. Zaczynamy się sobą nudzić? Rozstajemy się z tą samą bezceremonialnością, z jaką uprzednio się wzięliśmy. Znów zaczynamy się sobie podobać? Bierzemy się na powrót z takim entuzjazmem, jak gdyby było to po raz pierwszy. Znowu się rozstajemy, ale nigdy się nie gniewamy. To prawda, że miłość niewiele ma z tym wszystkim wspólnego. Ale czyż miłość nie jest wyłącznie pragnieniem (…)? Dziś mamy świadomość, że gust jest jedynym, co istnieje. I jeśli w dalszym ciągu wyznajemy sobie miłość, to nie dlatego, że w to wierzymy, ale dlatego, że jest to po prostu grzeczniejszy sposób na zakomunikowanie swoich wzajemnych potrzeb. I, jako że bierzemy się bez miłości, rozstajemy się bez nienawiści (2)

Wraz z rozwijającą się między nim i Cidalise rozmową, dostrzegamy jednak, że owa podstawowa reguła „miłości światowej” nie zakłada jednak symetrycznej relacji między obojgiem partnerów. Doskonale świadczą o tym używane przez bohaterów słowa: proces uwodzenia staje się „podbojem”, w którym zawsze są zwycięzcy i zwyciężeni, uwodziciele i ich ofiary. W procesie tym nie wygrywa zresztą ten, kto „uwiedzie” lub „da się uwieść”, lecz ten, komu uda się uczynić to na własnych warunkach. To dlatego Célie, chociaż w drugim z dialogów odgrywa rolę uwodzicielki, w rzeczywistości zostaje „zwyciężona” – ponieważ z trudem wywalczony przez nią związek odbywać się będzie na zasadach narzuconych jej przez Księcia. 



Niklas Lafrensen, Śniadanie tête à tête, Louvre, Paryż (źr.)
           
Z pozoru każdy w ukazanym przez Crébillona świecie posiada te same prawa do uwodzenia i utrzymywania pozamałżeńskich relacji seksualnych. Jak bez cienia skrupułów wyznaje  Célie, wyszła ona za mąż wyłącznie po to, żeby „być panią samej siebie” i móc nawiązać miłosną relację z panem de Norsan (który, finalnie, stosował wobec niej przemoc fizyczną i porzucił ją po niedługim czasie). Nietrudno jednak nie zauważyć, że reguły życia światowego oferują kobietom tylko jeden model zachowania, który pozwoli im zapewnić szacunek ze strony kochanka: z zasady powinny być bierne i pozbawione przesadnej nonszalancji, muszą się także odpowiednio długo bronić, chociaż z góry wiadomo, że prędzej czy później i tak będą musiały ulec (lub po prostu zostaną do tego zmuszone). Tym samym nie mogą być przesadnie pruderyjne, ani też - przede wszystkim - przesadnie w procesie uwodzenia aktywne. Arbitrami są tu zresztą najczęściej sami mężczyźni, którzy później gorliwie dzielą się swoimi wyrokami z pozostałymi światowcami. 



Jean-Frédéric Schall "Opór", kolekcja prywatna (źr.)

Warto przy tym zwrócić uwagę na to, że w dialogach Crébillona nie mówi się w kontekście byłych kochanków o „byciu w relacji”, lecz wyłącznie o fakcie posiadania ich. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni, używają wyłącznie zwrotów „miałem ją”, „miałam go” – czasownik „mieć” rzeczywiście najlepiej oddaje charakter owych związków, w którym każdą osobę traktuje się wyłącznie jak kolejny punkt do odhaczenia na niekończącej się liście zdobyczy. Chociaż niektórzy bohaterowie odróżniają „miłość” od pragnienia, pożądania, gustu czy kaprysu, w rzeczywistości wyznanie miłości bardzo często traktują jak synonim seksualnej propozycji. Nawet zresztą i prawdziwa miłość nie jest w stanie powstrzymać pożądania i kaprysu – stąd książę, chociaż szanuje i żywi głębokie uczucia do markizy, swojej oficjalnej kochanki, zdradza ją bez cienia skrupułów. Sama zresztą markiza wybacza mu owe zdrady, tłumacząc, że tylko ona jedna ma w posiadaniu jego serce – być może, ale trudno też nie zauważyć, że brak zgody z jej strony najprawdopodobniej doprowadziłby wyłącznie do tego, że byłaby albo notorycznie oszukiwana, albo porzucona.

W obu dialogach bardzo mocno podkreśla się publiczny charakter owych nawet najbardziej przelotnych związków: w kręgu światowców żadna relacja nie jest w stanie się ukryć. „Opinia publiczna” (chociaż bardziej pasowałoby określenie „opinia publiczności”), na którą bardzo często powołują się bohaterowie, nigdy nie traci czujności i zawsze gotowa jest do tego, żeby wydać swój osąd. To ona narzuca reguły postępowania, a następnie osądza wszystkich, którzy wedle nich postępują. Jeśli opinia publiczna uzna, że dwie osoby łączy relacja seksualna, nie ma już większego znaczenia, jaka jest prawda – słowo się rzekło, wszyscy przyjęli to do wiadomości. Tym samym w świecie tym, w którym przed każdym trzeba udawać i nikomu nie można udać, trzeba zawsze „mieć kogoś”, ponieważ taki jest wymóg publiki. 


Za Niclasem Lafrensenem, Wicehrabia Valmont i Emilie  (źr.)

Jednocześnie warto zwrócić uwagę na to, że żadnej z ukazanych w dialogach bohaterek, jak również mało której z tych kobiet, które przywoływane są w opowieściach Clitandre’a i księcia, nie udało się wejść w związek na własnych zasadach. I tak na przykład Cidalise zgadza się zostać kochanką Clitandre’a tylko dlatego, że ten zapewnił ją, że nie traktuje on jej w kategorii przelotnego kaprysu, lecz że naprawdę ją kocha – deklaracja ta padła jednak już po tym, jak podstępem znalazł się w łóżku Cidalise i uraczył ją tuzinem historii o tym, jak to zawsze był skłonny w swoich libertyńskich praktykach deklarować kobietom wszystko to, co najbardziej chciały usłyszeć: w przypadku Cidalise było to natomiast wyznanie miłości. 

Największy dyskomfort budzi jednak z pewnością postać Célie, pięknej, błyskotliwej i pozbawionej skrupułów arystokratki, która co prawda bardzo chciałaby być libertynką, ale zupełnie jej to nie wychodzi. Za wszelką cenę stara się ona uwieść Księcia, z każdą sceną sięgając w tym celu po coraz bardziej desperackie środki. Jej zamysłów nie zmniejsza nawet fakt, że Książę upokarza ją i traktuje z wyraźną pogardą: co prawda po długich pertraktacjach zgadza się, niemalże z łaską, zostać jej kochankiem, ale jednocześnie nic nie robi sobie z prośby Célie, która domaga się wyznania miłości - pomimo tego, że sama traktowała ona owo wyznanie wyłącznie jako rodzaj usprawiedliwiającej, ale niewiele znaczącej formułki.


Jean-Frédéric Schall "Kiedy miłość śpi, budzi się Kupidyn", kolekcja prywatna (źr.)

W ukazanym przez Crébillona świecie libertynizm rzeczywiście charakteryzuje to, że „nikt się nie obraża”. Oba dialogi pokazują jednak, że dzieje się tak nie dlatego, że dla ówczesnych ludzi upokorzenie i porzucenie było mniejszym nieszczęściem, niż przypadkowe zbicie puzderka z różem do policzków (chociaż i tak bywało). Nie obrażali się, ponieważ tego wymagała od nich „publika” i specyficzne reguły życia światowego. Bez względu na doświadczenia, należało przede wszystkim zachować pozory – ten, kto dawał się publicznie ponieść emocjom, zazwyczaj budził jedynie śmiech i politowanie. Dopiero w trakcie najbardziej intymnych rozmów – takich jak te zaprezentowane u Crébillona – na jaw mogły wyjść głęboko skrywane uczucia: zarówno miłości, jak i, o wiele częściej, pogardy.

Prawdopodobnie możliwe jest, żeby zobaczyć w dialogach Crébillona wyłącznie napisane pięknym i wyrafinowanym językiem rozmowy na najbardziej frywolne tematy. A jednak pod ową frywolnością nietrudno jest dostrzec rysy okrucieństwa. Niezwykle gęste nagromadzenie libertyńskich opowieści sprawia natomiast, że świat XVIII-wiecznych mondains zaczyna jawić się jako przestrzeń klaustrofobiczna, duszna i przepełniona fałszem. Sam libertynizm natomiast jawi się tutaj natomiast jako niebezpieczna i skomplikowana gra, przypominająca stąpanie po kruchym lodzie - gra, do udziału w której zobligowany był jednak każdy światowiec. 
...
(1) W Polsce oba dialogi dostępne są w przekładzie Tadeusza Boya-Żeleńskiego. 
(2) Crébillon, La Nuit et le Moment, Flammarion, Paris 1993, s. 48, tłumaczenie moje. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Modna historia , Blogger